|
|
czwartek, 11 sierpnia 2011
chciałabym to wszystko jakoś zebrać
i chciałabym to zrobić tu
niedziela, 18 października 2009
happy end happens
Poczułam na plecach dreszcz szczęścia i dreszcz wstydu, że to się może nie powinno dziać w ten sposób, że delikatniej, że ja się nie chcę nikomu z niczym narzucać. Ale chłopaki najwyraźniej postanowili załatwić sprawę sami, beze mnie w charakterze mediatorki.
- Chcesz, żebym był twoim synkiem?
- A ty chcesz, żebym był twoim tatą?
czwartek, 02 lipca 2009
I stało się ciałem
Ja go kocham.
Tak myślę. Nie napierdalają żadne dzwony, ziemia się nie trzęsie. Jest cicho i spokojnie a czerwcowe powietrze porusza się niemrawo. Nie wiem, czy tu jest dużo do mówienia. Po prostu jest.
piątek, 19 czerwca 2009
Ze sztambucha głupiej cipy
Jeszcze tylko 16 godzin. Potem go zobaczę, pojedziemy do grodu Kraka, położymy dziecko spać i pójdziemy się bzykać. Takie są plany. Im bardziej czekam, im bardziej krytycznie przyglądam się w lustrze swoim nabrzmiałym od okresu cyckom, niepotrzebnym fałdkom na plecach, które nieestetycznie zaburzają harmonię całkiem ładnie umięśnionego brzucha, im słodsze i bardziej rozanielone odbieram esemesy, tym bardziej mi smutno.
Bo to przecież tak nie może być. To przecież niemożliwe, żeby on sam tak z siebie szukał dwupokojowych apartamentów, wypytywał o potomka kulinarne preferencje, zaczepiał, przytulał, nagabywał. Przecież to niemożliwe, żeby pamiętał, że nie znosze pomidorów, skoro trzy miesiące temu w knajpie poprosiłam, żeby ich do sałatki nie wrzucali, pewnie ma do tego specjalny notesik, w którym spisuje kulinarne preferencje swoich niuniek. Czemu by niby nagle się miało robić tak słodko, mówią na to podskórna obawa oraz reminescencje przeszłości, chuj z tym, jak na to mówią, czemu, im bardziej mi się wydaje, że chciałabym z nim długo, upojnie i do makabry szczęśliwie, czemu właśnie wtedy zaczynam wynajdywać kolejne preteksty, żeby mniej go lubić?
Jeszcze 16 godzin na napisanie zaległych maili, sen, kolejna kąpiel, kolejną paczkę papierosów, podróż przez zakorkowane miasto, spakowanie majtek na zmianę i szczoteczki do zębów, bankomat. Chcę, żebyś był już blisko, hej, mały, razem z tym swoim podskórnym szaleństwem i z tym śmiechem, którego się ostatnio nauczyłeś i który tak uroczo nie pasuje poważnemu facetowi w Twoim wieku. Jestem niedobra, na wszelki wypadek zakładam, że jesteś głupim chujem, ot tak, żeby nie zapeszać. Myślenie o takich rzeczach nigdy nie wychodziło mi na zdrowie więc pewnie powinnam już przestać pisać i całą resztę potrzebnych rzeczy porobić. To tylko całe 16 godzin.
środa, 17 czerwca 2009
Życie na gorąco
- Muszę zmykać. - melduję, dopijając mojito.
- Mogę cię odprowadzić na Pragę? - pyta.
- A będziemy się całować w tramwaju? - bełkoczę, całując.
- Pewnie.
- W takim razie zgoda. Chodźmy sobie poszukać jakiegoś miejsca do całowania.
Życie to nie jest bułka z masłem
Ponapala się człowiek wirtualnie a potem idzie do kibla poprawić oko, patrzy a tu mu wąsy odrosły, tapeta wygląda jak kawałki pleśni a pierdolona okostna zaczyna znowu puchnąć, wywołując rzeczywistą a nie urojoną deformację gęby. Psia mać.
Niewątpliwie w samym środku serca każdej panny nie ma niczego takiego jak cipka
Taką już mam karmę, że jak już się z kimś bzykam to na 90% jest to muzyk lub programista. Pozostałe 10% to dziennikarze, przymierający głodem doktoranci lub bliżej niedookreślone łajzy z piekła rodem. A że horyzonty muzyczne mam rozległe, z zapałem, w miarę możliwosci asystuję chłopakom - muzykom w dźwiękotwórczej działalności, co wiąże się z mniej lub bardziej intensywnym przebywaniu w środowisku ludzi grających i czynnym lub zdalnym pełnieniem funkcji groupie, co to jej się w audiotece gwiazdy z afisza przeplatają z gwiazdami z Dolnego Pcimia i samozwańczymi królami sceny alternatywnej, po młodzieżowemu indi. No i indi jest też naturalnie Pan z Parasolem. Zupełnie przypadkiem tak mi wyszło, że jego elektroniczne indi starło mi się w playliście z hardkorowym darciem mordy jednego takiego, co mi kiedyś brzuch zmajstrował. "W życiu to jednak chodzi o to, żeby dążyć ku lepszemu, pomyślałam" i przyszło mi do głowy jeszcze coś w stylu "wyrosłam już ze słuchania niemasterowanych ścieżek", ale nie chciałabym tu wyjść na jakąś zmanierowaną dziwkę, dla której ważne jest tylko domowe studio.
Tymczasem jednak rozkoszuję się wymuszoną farmakologicznie menstruacją, z pełną symfonią śluzów, zapaszków, napadów agresji, przypływów smuteczku i ogólnej takiej nabrzmiałości. O tak, jestem całkowicie opuchnięta i asymetryczna. Łykanie proszków to łatwizna, ale na wszystko muszę ostatnio łykać proszki: na okres, na bóle, na cycka, na okostną, na odchudzanie. Jak u Augustyna, świętego debila szowinisty, składam się z ciała, bez duszy, za to z pełnym zestawem macic, śluzów, próchnic, włosów i upławów. Ale nie bierzcie i nie jedzcie z tego wszyscy bo ja się czuję zarezerwowana i zaraz sobię idę chociaż przez pół godzinki skubnąć tych swoich fajerwerków, bo jak na współczesną młodzież przystało, cholernie nie mam czasu, nawet jeśli on mówi, że jeśli tylko sobie życzę to odwoła wszystkie spotkania. Ha! Taki mam romans, jak z historii o niewolnicy Izaurze, Izabeli Trojanowskiej z Klanu czy kto tam jeszcze żył przesłodko i szczęśliwie i chuj z tym, że jestem przez to coraz bardziej monotematyczna.
wtorek, 16 czerwca 2009
Lucy in the Sky with Diamonds
Mam gorącą linię w telefonie i jeszcze gorętszą w majtkach. Mówimy do siebie dziwnym, endorfinowym idiolektem, ale o dziwo wychodzi zaskakująco składnie i w miarę inteligentnie. Kontakt z rzeczywistością mi się zawęża. Do francuskiego klienta zwróciłam się nazwiskiem holenderskiego didżeja, przed zawaleniem pracy uchroniła mnie chyba tylko bliżej niesprecyzowana opatrzność, niechcący podpaliłam petem śmietnik na dworcu PKP i przez dwie doby przespałam może osiem godzin.
Pan z Parasolem w ciągu 12 godzin od wyrażenia przeze mnie wstępnej zgody zorganizował Kraków dla nas i dla syna z najdrobniejszymi detalami. Scenarzysta w didaskaliach podpowiada, że większość moich dotychczasowych romansów to nieporozumienia z napalonymi kretynami, kŧórym musiałam za drinki płacić i taki kontrast łechce mnie mile. Pan z Parasolem twierdzi, że podobnie jak ja, od czterech miesięcy odczuwa coś w rodzaju mentalnego inwalidztwa, nóg i oczu maślanych, czyliśmy się dobrze dobrali, książki, filmy i takie tam też te same, ale nie mówmy o tym za dużo proszę Pana bo o takich rzeczach nie powinno się za dużo gadać, znaczy o podobaniu. O książkach, muzyce i komputerach jak siemasz, w końcu niegłupia jestem i wiem, na czym polega spawanie laserem oraz co ma w środku mrówka.
Na mojej bidnej głowie przetrwanie w stanie względnej harmonii ducha aż do piątku, co wcale nie jest proste bo jako dziewczyna impulsywna mam za każdym razem, kiedy o nim myślę, idiotyczny uśmiech przyklejony do twarzy i mokrą plamę między nogami. Chociaż możliwe, że taka mokra plama to niezłe, takie na życie paliwo, mnóstwo energii daje do robienia różnych rzeczy koniecznych, jeśli się dobrze postarać.
Kurwa, dobrze jest i już.
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Non parlare al guidatore durante la marcia
Nie wiedziałam, jak mam się zachować, kiedy mi zamiejscowi z importu szatańscy didżeje powiedzięli, że Pan z Parasolem ma jakby dziewczynę i że to podobno, tak ktośtam rzucił, niezła sztuka i skąd się w ogóle bierze takie fajne laski. Lateksowe kusicielki na wyuzdanej imprezie w industrialnych kazamatach i świdrujące głowę electro w tempie zbliżonym do 200 uderzeń na minutę, kokietujący oczy stroboskop, czerwony drink w butelce, czerwone ściany toalety, kino porno gdzieś w bocznej sali, skoro się trudno było skupić to jak niby miałam myśleć, że nie wiem sama, co o tym myśleć. Dotarłam kilka minut po 21, eskortowana jak VIP przez ochronę z sąsiedniego budynku, której się szkoda zrobiło dziewczyny w szpanerskim futerku, nieprzyjemnie nasiąkającym wodą siąpającą i pozwoliłam się odhaczyć na VIPoskiej liście tych, co to im ktoś oszczędził płacenia za zabawę. Już byłam w przedsionku, już zdejmowałam płaszczyk i miłałam dorselekszyn, już się wewnętrznie zarumieniłam bo przyszedł a potem wiadomo - od baru na kanapę, kanapa miękka, blisko do niego miałam, z kanapy na parkiet i przysunęłam się bliżej, jak mi opierał rękę na biodrze i nie wiem, jak zachowałby się w tej sytuacji rasowy scenarzysta, ale przecież nie mogłam go nie pocałować, skoro już dotykał policzkiem mojego policzka, kto z resztą pocałował kogo to tu już by się można spierać, może po prostu nasze usta spotkały się jak przystało na soczysty romans gdzieś po środku i wcale nie musicie myśleć, że ktoś zaraz zadzwonił po taksówkę w hollywoodzkim stylu bo nic takiego nie nastąpiło.
Interwał dla złapania oddechu.
"Hej, Mały, to, co robimy jest bardzo przyjemne i nawet jeśli żadnego parasola nie mam, dopóki patrzysz na mnie w ten sposób, chciałabym się zająć jakoś Tobą, i już się tak nie bój bo przecież tak samo jak Ty jestem wystraszona", sobie myślałam, ale nie mogłam nic powiedzieć bo usta miałam cały czas zajęte. I ręce. I chciałam bardzo, żeby mi zajrzał pod bluzkę i sprawdził, jakie mam fajne w cyckach kolczyki i żeby rozpiął te przyciasne dżinsy i włożył język tam, gdzie włożę sobie kolczyk następny, fourchette, jak już się zakocham i będę żyć długo i szczęśliwie, ale sobie nie myślcie, że było tak spektakularnie i w hollywoodzkim stylu bo nic takiego nie nastąpiło, to musiałby być bardzo głupi scenarzysta, gdyby napisał taką historię na kanapie, obok Pani, co to ją dwóch takich na smyczach po stopach zaczynało lizać i nie starajmy się tu przemycać żadnych treści pornograficznych bo nic takiego się nie odbyło, tylko po następnego drinka mnie na dół za rękę sprowadził.
Z rozanielenia wyrwał mnie smoltok przy barze, o tej dziewczynie, co on ją ma niby. Że jakiś zamiejscowy didżej chce im na śllub swój wysłac podwójne zaproszenie. Spytałam go, czy jest pewien a on pokazał mi dziwny gest rękoma, splatając ze sobą dwa kółka z palców wskazujących i kciuków i to być musiał jakiś didżejski gest zamiejscowy bo nie załapałam, o co mu chodziło. Ta niby jakaśtam dziewczyna, to ponoć nawet niezła laska i całkiem niegłupia, powtarzał, że życzy im długo i szczęśliwie a ja? Co ja tu robię, do cholery, myślałam i tak mi dobrze, tak mi dobrze było.
Więc z tą taksówką to wymyślił dopiero rano. Że nie chce się kochać, chce ze mną spać i zjeść śniadanie, powiedział a ja mu na to, że mam dzieciaka i w domu rano o siódmej być trzeba więc nic z tego, chociaż właściwie bym i chciała, gdyby nie ta historia z tą jego dziewczyną. Z parkietu grzmiało industrialnie i potańcówka zaczynała powoli obumierać, przytulał mnie mocno i nie musiałam pytać bo sam powiedział, że coś faktycznie z dziewczyną jest na rzeczy i chciałby, żeby z nim razem do Krakowa wyskoczyła na weekend, ale jeszcze nie wie, czy ona się zgodzi. Piekielnie jak na tę sytuację trzeźwa, dotrwałam w tych jego ciepłych rękach do świtu, ale nie pozwoliłam, żeby mnie taksówką aż do domu zawiózł bo to daleko i jeszcze poza strefą, poza tym jestem przecież duża a szósta rano to żadna tam niebezpieczna godzina. Wywalili nas w końcu z klubu i zamknęli bramę, słońce piekielnie raziło oczekujących na taryfę, jakieś mroczne sztuki z gołymi sutkami wystającymi spod siatkowych bluzek, chwiejne na piętnastocentymetrowych obcasach podchmielone fanki gotyku, farbowane na czarno w lateksowych mini, bardziej mu może do gustu mogły przypaść niż ta zupełnie nie na miejscu dziewczyna, że niby o co tutaj chodzi, na łyso jest ścięta, on mówi, że lubi łyse laski.
Pozwolił mi samej jechać do domu, jeśli obiecam, że po powrocie wyślę esemesa, irracjonalnie, bo niby co by mi się stać mogło, ale obiecałam, bo jak mnie przytula wydaje się taki dobry i bezbronny, kiedy mnie głaszcze po świeżo ogolonej łysej głowie tak, że się potem w pociągu nie mogę promiennie nie uśmiechać czy nawet postawić na głowie paru spraw, które trzeba na głowie postawić, żeby wyskoczyć na wspólny weekend do Krakowa.
A potem wróciłam do domu i wysłałam esemesa.
piątek, 12 czerwca 2009
Age of Aquarius czyli pisendlaw
- Ach, te przepastne, kobiece torebki - westchnął, zerkając do wnętrza mojej przepastnej, kobiecej torebki, wyładowanej fantami niezbędnymi do przeżycia całego piknikowego dnia z dzieckiem w mieście - Ale parasola nie zabrałaś!
- Nienawidzę nosić parasoli - odparłam, zgodnie z prawdą.
- Nie, po prostu wiedziałaś, że ja wezmę.
|